Wczoraj skończyliśmy oglądać 4. sezon serialu "The Good Place". I pomyśleć, że Łukasz zaproponował go do oglądnięcia po mojej prośbie: "Znajdź coś lekkiego i przyjemnego, żebyśmy się mogli pośmiać". I... śmialiśmy się... Wiele razy. Jednak po oglądnięciu ostatniego odcinka myślę, że obok śmiechu serial ten wycisnął z nas również łzy wzruszenia. Nie tylko z powodu samego końca przygód Eleanor, Chidiego, Tahani, Jasona oraz Micheala i Janet, ale również z powodu prawd dotyczących tematyki egzystencjalnej, moralności, etyki, naszego "ja" w społeczeństwie, odpowiedzialności za siebie i innych, świat, w którym życiemy, a także przyjaźni i miłości. Serial opowiada historię życia pozagrobowego czwórki postaci, która znalazła się w "Dobrym Miejscu". Każdy z bohaterów zostanie ze mną na długo, jeśli nie powiedzieć, że na zawsze. Cieszę się, że natknęłam się na ten serial, bo mnóstwo w nim myśli, sentencji, spostrzeżeń, które pewnie same z siebie nigdy by...
W ogóle nie jest lepiej... Może niepotrzebnie tego stanu oczekuję. Poprawy w sensie. W niedzielę obudziłam się z poczuciem kompletnej pustki. Kompletnego NICZEGO. Przestraszyłam się tego stanu. Pierwszy raz od dawna, jeśli nie w ogóle w swoim życiu, poczułam się bezcelowa. Poczułam, że nie mam celu, że nie mam motywatora, że nie wiem, nie chce mi się niczego wewnętrzne... Poczucie, że mam urlop, że w poniedziałek nie muszę wstawać do pracy i że ten stan błogiego nic-nie-robienia, nic-nie-myślenia będzie trwał kolejny tydzień, bo przecież mam urlop... Wyczyściło mi to mózg. Ten brak pędu do robienia czegokolwiek, brak strupów na głowie z jednej strony był bardzo przyjemny. Z drugiej strony uświadomiłam sobie, że dużą, jeśli nie główną część mojego życia wypełnia praca i mój zawód, który jest całym moim życiem. Nie ma mnie poza pracą i poza moim zawodem. Jestem! Istnieję! Ale mnie nie ma poza. Nie wiem co ze sobą zrobić. Nie wiem jaki jest mój cel. Brak mi bodźca. Brak mi motywacji....
Komentarze
Prześlij komentarz